użyto
BLOXIE
Kategorie: Wszystkie | Fotki | Hand made M. | Scrapbooking | Zapiski
RSS
poniedziałek, 20 lipca 2009
Brak czasu

Zakręcona jestem ostatnio, głównie za sprawą przyjazdu małego P., który mnie całkowicie zawłaszczył (nie to, żebym się specjalnie broniła;)) Zamiast handmade'owania, jeżdzę na rowerze, wyłażę na deskę, gram w gry, oglądam Nicka, chodzę po sklepach sportowych (deska, hulajnoga i te sprawy), czytam wieczorem do snu i... nie mam czasu podrapać się w nos:]
Wczoraj "bawiliśmy się" w obcinanie włosów małego P. - być może daleko mi do mistrzów fryzjerstwa, ale jestem zadowolona z efektów.

W jednym z nielicznych dni poza domem (bez P.), pojechaliśmy z R. na Próżną - zrobiłam kilka zdjęć ocalałej kamienicy udekorowanej starymi fotografiami, później przeszliśmy się do parku praskiego i bawiliśmy w robienie zdjęć.

Poza tym zbliża się dość ważna zmiana w moim życiu - boję się, nie wiem, jak to będzie...

A w najbliższy weekend - spotkanie:) Jeszcze nie kupiłam biletów na pociąg, aaa!

Lamarta

 

 

09:43, marta_robert , Zapiski
Link Komentarze (5) »
piątek, 10 lipca 2009
Pobyt u Qlki:)

Byłam u Ewy Qlki w Zielonej - intensywne kilka dni spędzone w konQbenckim mieszkaniu, gadanie, latanie po różnych instytucjach i krawcowej, wypad na zakupy do Focusa (i qlkowe nagabywanie mnie do zmiany stylu "noszenia się" ;D - typu wbijanie mnie w szpilki lub kuse sukienki;P) oraz poszukiwanie butów dla siostry Qlki, pyszne obiady gotowane przez konQbenta:D, pobyt u qlkowych rodziców i głaskanie zwierzyńca w postaci Cymka, Gapy i Fryśki, macanie wszelkich albumów i innych prezentów od zaprzyjaźnionych forumek:), koncert muzyki Vivaldiego w Paradyżu (przy chwilowym akompaniamencie ciumkajacej cukierka starszej pani i sporadycznym dzwonieniu komórek zapominalskich właścicieli;)), pokaz tańca Qlki i konQbenta zakończony próbą mojego wspólnego zatańczenia z konQbentem, spacer i makrofotografowanie w zielonogórskim parku - i wiele wiele wiecej "nieopisywalnych" chwil:))

Było miło, ale się skończyło. Jak wspólnie stwierdziłyśmy - szkoda, że tak daleko od siebie mieszkamy! W tym roku spotkań jednak będzie więcej - nastepne najprawdopodobniej już we wrześniu

Lamarta

00:08, marta_robert , Zapiski
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 22 czerwca 2009
Miłka

Słowo się rzekło,  pokazuję więc swojego ostrzyżonego kota:) Zdjęcie przeternminowane, gdyż obecnie kot wygląda nieco inaczej - raz, że ze względu na problemy ze skórą zmuszony jest chodzić w kołnierzu, dwa, że mu ta obcięta sierść już nieco odrosła;)

Miłka i jedna z tych jej  nonszalanckich póz;)

1

2

 

A co u mnie? Żyję teraz wyjazdem do Qlki:)) I małego P. chorowaniem na ospę. I "sztukowaniem" coraz bliższym temu, co chciałabym robić. Truskawkami też żyję, spacerami, obmyślaniem pewnych rzeczy i martwieniem się na zapas... a dzisiaj żyję też "Please please please" z Wysokich Obcasów.

Lamarta

21:02, marta_robert , Fotki
Link Komentarze (12) »
czwartek, 11 czerwca 2009
Łyski... i deszcz

Wczoraj byliśmy z R. w Parku Szczęśliwickim, bawiliśmy się robieniem zdjęć w różnych warunkach oświetleniowych. R. nie mógł oprzeć się urokowi małych łysek:

1

2

3

 

Byliśmy też na zakupach w centrum handlowym, w którym zupełnie przypadkiem trafiłam na wystawę uczestników warsztatów pracowni ceramicznej Angoba z Ośrodka Kultury Ochota. Spędziłam tam o wiele wiecej czasu niż planowałam, chodząc miedzy pracami i podziwiając ceramikę, obrazy, biżuterię... Będę musiała wziąć udział w podobnych warsztatach.

A dzisiaj był całkiem leniwy dzień. Usiadłam na balkonie na moim ulubionym fotelu/leżaku, czytałam książkę i czekałam na zbliżającą się burzę. Czytanie Olgi Tokarczuk zwykle nastraja mnie melancholijnie - patrzyłam w niebo na przesuwające się ciemne chmury, czułam na ciepłej skórze szpileczki zimna, obserwowałam krople deszczu odrywające sie niechętnie od balustrady, jakby nie chciały złączyć się z większą wodą... i opatulona kocem gapiłam się na dzieciaki biegające w deszczu po dworzu. Zazdrościłam im tej energii. Mnie by sie nie chciało wyjśc z domu i biegać po deszczu, siedziałam więc w bezpiecznym miejscu i wpatrywałam się w to wszystko - do momentu, aż nie wygoniły mnie błyskawice:]

Mały P. z mamą wyjechali na długi weekend, stęskniłam się, bo nie widziałam się z małym już ponad tydzień. Nadrobimy w wakacje:)

Lamarta

 

22:12, marta_robert , Zapiski
Link Komentarze (6) »
piątek, 05 czerwca 2009
Nocne pisanie bez większego sensu

Tydzień mija mi pod znakiem bólu brzucha (i stresu, który ten ból wywołał). Nic to, jakos trzeba będzie się spiąć i przetrwać. Oby tylko nie zakończyło się to pobytem w szpitalu z powodu niedrożności jelit.

W szkole u małego P. szykuje się mała wojna z nauczycielkami.  Powodem jest fakt, że w klasie integracyjnej dzieci z problemami traktuje sie jak zło konieczne, a najlepiej, jakby się ich mozna było z tej klasy pozbyć, ku ogólnej uciesze i spokojności. "Integracja" tylko dla tych chorych, które nie sprawiają żadnych problemów. No i trafiła kosa na kamień.

Jutro wreszcie jadę po materiał do Ikei, otem będę szyła z niego zasłony i narzutę;) Taki mam przynajmniej plan.
Wieczorem z kolei wybieramy się z Robakiem na nocne zakupy rabatowe, może uda się coś wypatrzeć.

Mój uroczy kot, któremu wciąż mam ambitny plan zrobić zdjęcia (po tym, jak zrobiłam serię kompletnie nieudanych i wywaliłam z komutera), zaczyna wreszcie się przytulać. Wszystko to raczej z powodu braku futra, a nie z powodu jakichś kocich emocji - zimno jest małpie i przychodzi się wtulić, ale i tak bardzo mnie to cieszy:) Ostatnio ma też fazę na gonienie własnego ogona. Pocieszna jest i tyle;P

Lamarta

 

 

00:47, marta_robert , Zapiski
Link Komentarze (3) »
niedziela, 31 maja 2009
Gołąb

Helikoptera nie wygrałam;)

A pogoda rozkłada mnie na łopatki. Nie przepadam za upałami, ale trochę dziwnie, kiedy marznę o tej porze roku.

W środę mieliśmy z małym P. dzień obfitujący w dziwne przypadki i wypadki. Wracając ze szkoły, natknęliśmy się na bójkę - dwie wrony atakowały gołębia. Było - ratowanie ptaka, niesienie go do weterynarza, zaangażowanie osób trzecich, krew z dzioba i karku ptasiego, telefony do Ptasiego Azylu i po taksówkę w wykonaniu pomagającej nam pani, jechanie z gołebiem na drugi koniec miasta, małego P. cudowne zaangazowanie i wielce odpowiedzialne zachowanie na każdym kroku, zaniesienie ptaka na portiernię i wracanie taksówką za darmo dzięki uprzejmości kierowcy.
Wróciliśmy zmęczeni i niesamowicie głodni, ale podbudowani całą akcją. P. zasnął w autobusie, mnie spadały portki z tyłka w wyniku ogromnego głodu. U P. zjadłam szybki obiad i musiałam lecieć.

Następnego dnia zadzwoniłam do Ptasiego Azylu - gołąb nie przeżył...

Był taki kruchy, kiedy trzymałam go w łloniach. I ciepły. I serce mu biło szybko, bardzo szybko. I ufny był - kładł mi dziób na ręku, nóżkami oplótł małe palce u ręki. Tylko ta krew.

Cholera.

 

Lamarta

 

 

00:07, marta_robert , Zapiski
Link Komentarze (4) »
środa, 27 maja 2009
Nietypowy BLOG CANDY

Biorę udział w zabawie na Blogu tanie-loty.com.pl - jeśli wygram zdalnie sterowany helikopter, podaruję go małemu P. (ale dużemu Robakowi też dam się chwilę pobawić:D:D:D)

Lamarta

00:58, marta_robert , Zapiski
Link Komentarze (3) »
Krótko i bez tematu

Zamiast smacznie spać, zebrało mi się na pisanie. Z drugej strony jak nie teraz, to kiedy?
Ciężki ze mnie przypadek - siedzę i dumam, co mogłabym zrobić, gdybym... mogła;) I nazbierało się tego trochę... a na biurku piętrzą się rzeczy do pomalowania, w małym pokoju - ciuchy do przerobienia, a w mojej głowie - niepochlebne myśli na własny temat. Wszystkie sprawy odwieszone do_niewiadomo_kiedy i tylko ostrzyżony kot niezmiennie i szalenie mi się podoba. No i oczekuję na mój sezon truskawkowy, który rozpocznie się z chwilą przyjazdu ojca z działki z jego najlepszymi pod slońcem truskawkami:)

W poniedziałek pośmigałam na rolkach u boku jeżdżącego na rowerze R. Za każdym razem zdumiewa mnie fakt, że będąc posiadaczką stopy o umerze 39, kupiłam rolki o dwa numery za duże. Nie pamiętam, dlaczego tak się stalo i jak do tego doszło, nie pamiętam też, dlaczego nie wymieniłam ich, jak jeszcze mogłam. Jeżdżę więc w za dużych rolkach i staram się tego nie zauważać;) Nic to, nastepnym razem będę bardziej przytomna (bo podejrzewam, że to o moją nieprzytomność wieczną chodzi...)
Fajnie mi tak jeździć i jeździć na rolkach, nawet tych za dużych. Na rowerze też lubię - z Robakiem mamy plan kupienia jeszcze jednego i śmigania razem po różnych drogach i bezdrożach, m.in. po lesie kabackim.

Juz prawie pierwsza w nocy, a mnie się bardzo chce jeść. Idę spać.

Lamarta

 

 

00:48, marta_robert , Zapiski
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 18 maja 2009
Deszczowa noc muzeów.

Wczoraj specjalnie dla Was latałam za Miłką z aparatem, a efekty tegoż niedługo pokażę;) Wciąz trwam w zachwycie nad teraźniejszą brzydotą mojego kociszcza, sentymentalnie mysląc o przemijalnosci kazdego "tu i teraz", a wiec i o tym, ze kiedyś jej te włosy odrosną;) "Tu i teraz" jest cudnie brzydka - moze dlatego taka mi sie wydaje, bo wolę kociszcze dachowe niz dlugowlose? Nie wiem sama, podoba mi sie taka i już... Pan weterynarz dał mi 8 punktów w skali od jednego do dziesięciu (za domowe strzyżenie), wiec chyba nie jest źle, jeśli o efekty strzyżenia chodzi:]

A co do nocy muzeów... to miałam ambitny plan zajrzenia do tych wszystkich w centrum, gdzie mozna by było swobodnie pochodzic, bez nadmiaru ludzi. Wydrukowałam sobie spis galerii wszelakich uczestniczących w nocnej akcji, a nastepnie pojechałam z mamą, siostrą i małym P. do Ikei na zakupy. Zrobił nam się fajny, rodzinny wypad z mnóstwem śmiechu i przyjemności i zakupowego szaleństwa. Przy okazji obejrzałam tkaniny na zasłony, który to pomysł odgapiłam od Qlki!

A później towarzystwo odjechało, a ja połaziłam sobie po centrum handlowym, czekając do 18.30, na którą to godzinę umówiłam się w centrum z R.
Z tego łażenia wyszło coś całkiem fajnego - czarny płaszczyk, o jakim od dłuższego czasu myślałam, a jakiego nigdzie  nie mogłam znaleźć. Tak mi się spodobał, że tuż po kupieniu włożyłam go, kitrając kurtkę do torby. I jeszcze sobie trzy kulki lodów grycanowch kupiłam:P

Z tym przebraniem się w nowy płaszczyk wyszło średnio dobrze, bo zbyt cienkim się okazał...  jak jechałam w umówione miejsce, zaczęło padać... I padało coraz bardziej i bardziej, a ponieważ byłam wczesniej, stałam tak bez parasolki (nie używam)  i mokłam, mokłam, mokłam... Kiedy R. się zjawił, byłam juz przemoczona... Poszlismy w stronę pierwszej zaplanowanej galerii i czekalismy do 19... moknąc, moknąc coraz bardziej... az w końcu skapitulowaliśmy przed tym deszczem i zwialiśmy o domu.
I tegorocznej nocy muzeów "nie zaliczyłam". Jedyne co obejrzałam, to wystawę "Coexistence" na Placu Zamkowym.

Lamarta

 

11:25, marta_robert , Zapiski
Link Komentarze (5) »
czwartek, 14 maja 2009
O Miłosławie słów kilka

Jestem już, choc jakby mnie nie było. Mysli nieuporządkowane, a ostatni wpis o majówce tak nieaktualny w mojej teraźniejszości, że niemalże nic z tej majówki juz nie pamiętam. No, może odrobinę;)

Ostatni czas zdominowany był przez komunię małego P. Przygotowania, a zwłaszcza bieganie po sklepach w celu kupienia prezentów kompletnie oderwały mnie od internetu. Przeglądałam aparaty, mp czwórki itp., gubiąc się coraz bardziej w tym wszystkim... i tylko dzięki fachowej pomocy R. byłam w stanie dokonac jakiegos wyboru.
Kiedy bieganina sklepowa się skończyła, zaczęła się cała komunijna impreza. Wszystko się ładnie potoczyło, mały P. też był zadowlony (zwłaszcza z prezentów;)), a ja mogłam wreszcie odetchnąć. I tak odtycham;) już tydzień, załatwiajac po drodze różne ważne i mniej ważne sprawy.
Dzis był dzień pod znakiem strzyżenia kota. Postanowiłam, o ja durna, obciąć jej na lato futro, żeby się biedaczka az tak nie męczyła w upały (upałów wprawdzie na razie nie widać i nie słychac, ale zapewne się tak czy siak pojawią:P). W tym celu postanowiłam najpierw ją wykąpać, tzn. zmoczyc futro, żeby lepiej się cięło. Nie cięło się lepiej, tyle powiem;) A kot zmoczony to kot drapiący i przeraźliwie miauczący, a więc przeżyc miałysmy obie dziś dość dużo. Skończyło się na tym, że cały, powtarzam - CAŁY dzień spędziłam na obcinaniu miłkowych włosów. A Miłka? Wg mnie przedstawia obraz nędzy i rozpaczy - sierść przystrzyzona na krótko, nierówno, gdzieniegdzie wystają dłuższe wlosy, pyszczoł obcięty w trójkąt (z powodu braku umiejętności nadania mu bardziej kolistego kształtu:>) Wygląda jak szczur, ewentualnie jak śmeitnikowy, poturbowany kot po przejściach. Nic to, odrośnie. A poza tym... prawda jest taka, że uwielbiam, kiedy Miłosława tak wygląda;) Nareszcie wiem, że mam kota, a nie chodzącego stwora zlożonego z futra i oczu!

A o majówce mam nadzieję opowiem później, a może pokażę po prostu kilka zdjęć.

Lamarta

23:51, marta_robert , Zapiski
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43