użyto
BLOXIE
Kategorie: Wszystkie | Fotki | Hand made M. | Scrapbooking | Zapiski
RSS
czwartek, 14 stycznia 2010
A propos

A propos ostatniego zdania poprzedniej notki - jak na ironię, szybko pożałowałam książkowego zakupu - Robak, kiedy przyszedł do mnie i zobaczył świeży zakup, oznajmił triumfalnie, że on tę książkę ma. Dostał na niedawne urodziny, leży nieodpakowana z folii u niego w domu.
Czekało mnie więc targanie książki z powrotem do Empkiu - ale to już mam za sobą, pani grzecznie zwróciła mi pieniądze, a robakowa książka jest już u mnie i mogę cieszyć oko i mózg.

A w innym temacie - jest już po czwartej nad ranem, a ja nie mogę (bo nie chcę) spać.
I myślę (jak zwykle za dużo - jak przystało na prawdziwą introwertyczkę) - m.in. o tym, co w tym tygodniu zrobiłam.

Mija mi on pod znakiem spotykania się.
Wtorek - E., środa - K. I tylko basenu nie było z W., bo na basen za zimno, a poza tym W. wyjeżdża za wielką wodę i o mniejszej myśleć teraz nie umie.
Czwartek - doktorka_której_nie_lubię i być może Ikea (chyba że mróz zbyt wielkim się okaże), a poza tym ilu, do której powinnam wreszcie podejść poważnie, nie jak pies do jeża.
Zwłaszcza że pomysłów mam pełną głowę, tylko jak zwykle, gorzej z realizacją.
I nie tylko ilu...

Za to dziś (wczoraj właściwie) miałam pożyteczny dzień - wysprzątałam mieszkanie. Nawet rower umyłam, choć nie zamierzam teraz z niego korzystać (widzę ostatnio takich odważnych rowerzystów dość dużo)

I własciwie nic wiecej do napisania nie mam. Głupotnik jak nic mi wychodzi z tego bloga - ale mój ci on, ten głupotnik, to sobie jadę bez trzymanki. O.

 

Lamarta

04:42, marta_robert
Link Komentarze (2) »
piątek, 08 stycznia 2010
Cynamon, truskawka, mleczna czekolada, tiramisu

Idąc za przykładem Marysi i jej Bąblowego Bloga, postanowiłam wskrzesić Przechowalnię. Żal mi starego bloga i całej tu pisaniny.

Wczoraj miałam nieudany dzień, zepsuty, nerwowy i zły. Pierwszy taki od nowego roku. A miało być już tak pięknie...

Na dzisiaj umówiłyśmy się z koleżanką, bałam się, że ten mój nieciekawy nastrój udzieli się też K. - a tymczasem jestem jak nowo narodzona:)


Przy lodach o smakach cynamonowym, truskawkowym, mlecznej czekolady i tiramisu ( z dużą porcją bitej śmietany i posypką) gadałyśmy o niedawnym doświadczeniu. I znowu wróciłam na właściwe tory, wszystko stało się możliwe. Nawet to, co najtrudniejsze przede mną.  
Z tego zadowolenia wróciłam potem do Empiku i kupiłam książkę, na którą miałam ochotę - o fotografii. I nie żałuję.

M.

 

16:05, marta_robert
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 20 lipca 2009
Brak czasu

Zakręcona jestem ostatnio, głównie za sprawą przyjazdu małego P., który mnie całkowicie zawłaszczył (nie to, żebym się specjalnie broniła;)) Zamiast handmade'owania, jeżdzę na rowerze, wyłażę na deskę, gram w gry, oglądam Nicka, chodzę po sklepach sportowych (deska, hulajnoga i te sprawy), czytam wieczorem do snu i... nie mam czasu podrapać się w nos:]
Wczoraj "bawiliśmy się" w obcinanie włosów małego P. - być może daleko mi do mistrzów fryzjerstwa, ale jestem zadowolona z efektów.

W jednym z nielicznych dni poza domem (bez P.), pojechaliśmy z R. na Próżną - zrobiłam kilka zdjęć ocalałej kamienicy udekorowanej starymi fotografiami, później przeszliśmy się do parku praskiego i bawiliśmy w robienie zdjęć.

Poza tym zbliża się dość ważna zmiana w moim życiu - boję się, nie wiem, jak to będzie...

A w najbliższy weekend - spotkanie:) Jeszcze nie kupiłam biletów na pociąg, aaa!

Lamarta

 

 

09:43, marta_robert , Zapiski
Link Komentarze (5) »
piątek, 10 lipca 2009
Pobyt u Qlki:)

Byłam u Ewy Qlki w Zielonej - intensywne kilka dni spędzone w konQbenckim mieszkaniu, gadanie, latanie po różnych instytucjach i krawcowej, wypad na zakupy do Focusa (i qlkowe nagabywanie mnie do zmiany stylu "noszenia się" ;D - typu wbijanie mnie w szpilki lub kuse sukienki;P) oraz poszukiwanie butów dla siostry Qlki, pyszne obiady gotowane przez konQbenta:D, pobyt u qlkowych rodziców i głaskanie zwierzyńca w postaci Cymka, Gapy i Fryśki, macanie wszelkich albumów i innych prezentów od zaprzyjaźnionych forumek:), koncert muzyki Vivaldiego w Paradyżu (przy chwilowym akompaniamencie ciumkajacej cukierka starszej pani i sporadycznym dzwonieniu komórek zapominalskich właścicieli;)), pokaz tańca Qlki i konQbenta zakończony próbą mojego wspólnego zatańczenia z konQbentem, spacer i makrofotografowanie w zielonogórskim parku - i wiele wiele wiecej "nieopisywalnych" chwil:))

Było miło, ale się skończyło. Jak wspólnie stwierdziłyśmy - szkoda, że tak daleko od siebie mieszkamy! W tym roku spotkań jednak będzie więcej - nastepne najprawdopodobniej już we wrześniu

Lamarta

00:08, marta_robert , Zapiski
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 22 czerwca 2009
Miłka

Słowo się rzekło,  pokazuję więc swojego ostrzyżonego kota:) Zdjęcie przeternminowane, gdyż obecnie kot wygląda nieco inaczej - raz, że ze względu na problemy ze skórą zmuszony jest chodzić w kołnierzu, dwa, że mu ta obcięta sierść już nieco odrosła;)

Miłka i jedna z tych jej  nonszalanckich póz;)

1

2

 

A co u mnie? Żyję teraz wyjazdem do Qlki:)) I małego P. chorowaniem na ospę. I "sztukowaniem" coraz bliższym temu, co chciałabym robić. Truskawkami też żyję, spacerami, obmyślaniem pewnych rzeczy i martwieniem się na zapas... a dzisiaj żyję też "Please please please" z Wysokich Obcasów.

Lamarta

21:02, marta_robert , Fotki
Link Komentarze (12) »
czwartek, 11 czerwca 2009
Łyski... i deszcz

Wczoraj byliśmy z R. w Parku Szczęśliwickim, bawiliśmy się robieniem zdjęć w różnych warunkach oświetleniowych. R. nie mógł oprzeć się urokowi małych łysek:

1

2

3

 

Byliśmy też na zakupach w centrum handlowym, w którym zupełnie przypadkiem trafiłam na wystawę uczestników warsztatów pracowni ceramicznej Angoba z Ośrodka Kultury Ochota. Spędziłam tam o wiele wiecej czasu niż planowałam, chodząc miedzy pracami i podziwiając ceramikę, obrazy, biżuterię... Będę musiała wziąć udział w podobnych warsztatach.

A dzisiaj był całkiem leniwy dzień. Usiadłam na balkonie na moim ulubionym fotelu/leżaku, czytałam książkę i czekałam na zbliżającą się burzę. Czytanie Olgi Tokarczuk zwykle nastraja mnie melancholijnie - patrzyłam w niebo na przesuwające się ciemne chmury, czułam na ciepłej skórze szpileczki zimna, obserwowałam krople deszczu odrywające sie niechętnie od balustrady, jakby nie chciały złączyć się z większą wodą... i opatulona kocem gapiłam się na dzieciaki biegające w deszczu po dworzu. Zazdrościłam im tej energii. Mnie by sie nie chciało wyjśc z domu i biegać po deszczu, siedziałam więc w bezpiecznym miejscu i wpatrywałam się w to wszystko - do momentu, aż nie wygoniły mnie błyskawice:]

Mały P. z mamą wyjechali na długi weekend, stęskniłam się, bo nie widziałam się z małym już ponad tydzień. Nadrobimy w wakacje:)

Lamarta

 

22:12, marta_robert , Zapiski
Link Komentarze (6) »
piątek, 05 czerwca 2009
Nocne pisanie bez większego sensu

Tydzień mija mi pod znakiem bólu brzucha (i stresu, który ten ból wywołał). Nic to, jakos trzeba będzie się spiąć i przetrwać. Oby tylko nie zakończyło się to pobytem w szpitalu z powodu niedrożności jelit.

W szkole u małego P. szykuje się mała wojna z nauczycielkami.  Powodem jest fakt, że w klasie integracyjnej dzieci z problemami traktuje sie jak zło konieczne, a najlepiej, jakby się ich mozna było z tej klasy pozbyć, ku ogólnej uciesze i spokojności. "Integracja" tylko dla tych chorych, które nie sprawiają żadnych problemów. No i trafiła kosa na kamień.

Jutro wreszcie jadę po materiał do Ikei, otem będę szyła z niego zasłony i narzutę;) Taki mam przynajmniej plan.
Wieczorem z kolei wybieramy się z Robakiem na nocne zakupy rabatowe, może uda się coś wypatrzeć.

Mój uroczy kot, któremu wciąż mam ambitny plan zrobić zdjęcia (po tym, jak zrobiłam serię kompletnie nieudanych i wywaliłam z komutera), zaczyna wreszcie się przytulać. Wszystko to raczej z powodu braku futra, a nie z powodu jakichś kocich emocji - zimno jest małpie i przychodzi się wtulić, ale i tak bardzo mnie to cieszy:) Ostatnio ma też fazę na gonienie własnego ogona. Pocieszna jest i tyle;P

Lamarta

 

 

00:47, marta_robert , Zapiski
Link Komentarze (3) »
niedziela, 31 maja 2009
Gołąb

Helikoptera nie wygrałam;)

A pogoda rozkłada mnie na łopatki. Nie przepadam za upałami, ale trochę dziwnie, kiedy marznę o tej porze roku.

W środę mieliśmy z małym P. dzień obfitujący w dziwne przypadki i wypadki. Wracając ze szkoły, natknęliśmy się na bójkę - dwie wrony atakowały gołębia. Było - ratowanie ptaka, niesienie go do weterynarza, zaangażowanie osób trzecich, krew z dzioba i karku ptasiego, telefony do Ptasiego Azylu i po taksówkę w wykonaniu pomagającej nam pani, jechanie z gołebiem na drugi koniec miasta, małego P. cudowne zaangazowanie i wielce odpowiedzialne zachowanie na każdym kroku, zaniesienie ptaka na portiernię i wracanie taksówką za darmo dzięki uprzejmości kierowcy.
Wróciliśmy zmęczeni i niesamowicie głodni, ale podbudowani całą akcją. P. zasnął w autobusie, mnie spadały portki z tyłka w wyniku ogromnego głodu. U P. zjadłam szybki obiad i musiałam lecieć.

Następnego dnia zadzwoniłam do Ptasiego Azylu - gołąb nie przeżył...

Był taki kruchy, kiedy trzymałam go w łloniach. I ciepły. I serce mu biło szybko, bardzo szybko. I ufny był - kładł mi dziób na ręku, nóżkami oplótł małe palce u ręki. Tylko ta krew.

Cholera.

 

Lamarta

 

 

00:07, marta_robert , Zapiski
Link Komentarze (4) »
środa, 27 maja 2009
Nietypowy BLOG CANDY

Biorę udział w zabawie na Blogu tanie-loty.com.pl - jeśli wygram zdalnie sterowany helikopter, podaruję go małemu P. (ale dużemu Robakowi też dam się chwilę pobawić:D:D:D)

Lamarta

00:58, marta_robert , Zapiski
Link Komentarze (3) »
Krótko i bez tematu

Zamiast smacznie spać, zebrało mi się na pisanie. Z drugej strony jak nie teraz, to kiedy?
Ciężki ze mnie przypadek - siedzę i dumam, co mogłabym zrobić, gdybym... mogła;) I nazbierało się tego trochę... a na biurku piętrzą się rzeczy do pomalowania, w małym pokoju - ciuchy do przerobienia, a w mojej głowie - niepochlebne myśli na własny temat. Wszystkie sprawy odwieszone do_niewiadomo_kiedy i tylko ostrzyżony kot niezmiennie i szalenie mi się podoba. No i oczekuję na mój sezon truskawkowy, który rozpocznie się z chwilą przyjazdu ojca z działki z jego najlepszymi pod slońcem truskawkami:)

W poniedziałek pośmigałam na rolkach u boku jeżdżącego na rowerze R. Za każdym razem zdumiewa mnie fakt, że będąc posiadaczką stopy o umerze 39, kupiłam rolki o dwa numery za duże. Nie pamiętam, dlaczego tak się stalo i jak do tego doszło, nie pamiętam też, dlaczego nie wymieniłam ich, jak jeszcze mogłam. Jeżdżę więc w za dużych rolkach i staram się tego nie zauważać;) Nic to, nastepnym razem będę bardziej przytomna (bo podejrzewam, że to o moją nieprzytomność wieczną chodzi...)
Fajnie mi tak jeździć i jeździć na rolkach, nawet tych za dużych. Na rowerze też lubię - z Robakiem mamy plan kupienia jeszcze jednego i śmigania razem po różnych drogach i bezdrożach, m.in. po lesie kabackim.

Juz prawie pierwsza w nocy, a mnie się bardzo chce jeść. Idę spać.

Lamarta

 

 

00:48, marta_robert , Zapiski
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 43